Blog
Ignorantia non est argumentum
Marcin Rezik
Marcin Rezik konserwatysta, solidarysta
0 obserwujących 31 notek 20046 odsłon
Marcin Rezik, 26 kwietnia 2017 r.

I na co Ci była ta cała polityka, drogi Ryszardzie?

989 20 0 A A A
Flickr
Flickr

Byłeś wybitnym ekonomistą, doradzałeś samemu Balcerowiczowi. To nic, że po stosunkach międzynarodowych. Nikt się tym nie interesował, co i jak kończyłeś. Nikt nie zaglądał w twój życiorys, nie zastanawiał się, dlaczego wytrzymałeś tylko rok na Politechnice Wrocławskiej. Największe banki chciały Cię mieć po swojej stronie, nawet ten Światowy.


Gdy zabierałeś głos, lud słuchał w skupieniu. Czy sprzedać, czy kupić? A kredyt to we frankach czy może lepiej w polskich złotych. O jak Ty pięknie o tym potrafiłeś mówić. Ba, a jak przekonująco.  Wmówiłeś ludziom te franki, przyszło to bez trudu. Pewnie uwierzylibyśmy Ci nawet, gdybyś kazał zainwestować w mozambijskie metacile.


No, ale jak można było nie wierzyć? Byłeś gwiazdą mediów. Tak, to był twój żywioł. Nazywali Cię doktorem, a słuchali jak profesora, belwederskiego oczywiście. A że z Ciebie  pospolity magister? Nikt Ci tego nie wypominał.


I tak by było pewnie do dzisiaj, gdyby pewnego dnia nie przyszedł Ci do głowy pomysł nowy: o, zostanę politykiem! I to nie byle jakim. Premier Petru - to brzmi dumnie!


Początki miałeś, trzeba przyznać, obiecujące. Kampania w amerykańskim stylu. Wszak było skąd brać. Do Sejmu wprowadziłeś armię "nowoczesnych". Chciałeś zmieniać Polskę, być nową jakością.


Czar prysł jednak bardzo szybko. Z guru ekonomii, z polskiego Miltona Friedmana, stałeś się obiektem żartów. Przyznaj, powodów do śmiechu dałeś co nie miara. Nie umiałeś policzyć faktur, obchodziłeś "sześciu króli", nawet "głowa Ci się psuła od góry".


Znudziła Ci się polska zima, chciałeś czmychnąć z "koleżanką" na Maderę. Aż tu jakiś złośliwiec w samolocie, pisowiec zapewne, strzelił Wam fotkę w samolocie. Wtedy było jasne, że konkurs na lidera opozycji został rozstrzygnięty, o czym dobitnie dowodził szeroki uśmiech Grzegorza z Wrocławia.


Jeszcze się wiłeś, jeszcze próbowałeś, piórka mediatora próbowałeś przybrać. Nic już wskórać jednak nie mogłeś. Sondaże brutalnie sprowadziły Cię na ziemię, dając naukę, że polityka to nie miejsce dla chłopców w krótkich spodenkach.


Żeby tego było mało jeszcze Ci kaberaciarze, którzy przecież mieli śmiać się z Kaczora. Przelała się czara goryczy. Powiedziałeś: basta!


I na co Ci była ta cała polityka, drogi Ryszardzie?



Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Tematy w dziale Polityka